Daj ci Boże..

- Pan Charłamp przyjechał i czeka na pokojach - odrzekł pachoł. - Jeśli tak waćpanu będzie spokojniej, jeśli mój siostrzyński afekt nicpotem, to ja go ukryję... Ale to inna materia. świadkowie jehowy - Najczarniejsza zdrada pod słońcem! - wołał pan Deyma. - I słusznie. W tej chwili pan Nowowiejski podniósł głowę i nadzwyczajne zdumienie odbiło się na jego obliczu. Pan Bogusz nie spostrzegł się nawet, że Azja mówił tonem rozkazującym, jakby już był hetmanem i swemu oficerowi wydawał polecenia. Jezu, co ja jej powiem, żeby jej serce poruszyć?...

I tak myślę, że mając głowę czym innym zaprzątniętą, wcale ona jeszcze woli bożej nie czuje; Krzysia więcej, ale Baśka chyba jeszcze nic!... Jakoż i zdarzyło się. Porwała ją nieprzezwyciężona chęć, by zupełnie zamknąć oczy. Wola jej była jako ptak ze złamanymi skrzydłami... choroby Ale życzyć każdemu wolno. Żołnierze z każdym dniem kochali Basię więcej, bo też się troszczyła o ich jadło i napitek, doglądała chorych i rannych. Panna Ewa słuchała tych pochwał z przymkniętymi oczyma i z bijącym sercem. Czysty żak, jak mi Bóg miły! Inne teraz niewiasty na świecia! Za moich czasów, gdy podwika na ławie siadła, to aż ława zaskrzypiała, jakby ktoś psu na ogon nastąpił, a ty byś mogła na kocie oklep jeździć, bez wielkiej dla onej bestii fatygi...

Pan Nowowiejski nie wiedział, ktoś był, gdy cię za konfidencję z córką karał. Bo oto zdradził pamięć swojej zmarłej, której wspomnienie kochał przecie; zawiódł ufność tej żyjącej, nadużył przyjaźni, zaciągnął jakoweś zobowiązania, postąpił jak człek bez sumienia. Przyszło jej to niełatwo, bo Ketling nie pokazał się przez kilka następnych dni i na noc nie wracał. Ba! a jeszcze przedtem, gdy Nowowiejski cię poznał, zaraz za tobą poczęła się oponować! Pan Wołodyjowski wszystko by dla niej uczynił, bo on świata za nią nie widzi, siostra zaś brata nie może więcej miłować jako ona ciebie. Miłowałażeś go okrutnie? Miłujeszże go jeszcze? Ewka była jakby odurzona. Urzekająca Ja takimi racjami nie wojuję, jeno to wiem, że ta dziewka stąd o trzy izby siedzi, że je, pije, że jak chodzi, to nogami przebierać musi; że na mróz nos jej czerwienieje, a w upał jej gorąco; że jak ją komar utnie, to ją swędzi, i że do luny w tym chyba podobna, iż brody nie ma. Zakręciwszy tedy palcami nad wargą, zwrócił się do Wołodyjowskiego i opowiedział mu cel swego przybycia. - Niech skonam, jeślim dzień dodał.

- Jakoby ją kto z nóg ściął! - Dobranoc waćpanu! - powtórzył Wołodyjowski i wszedł prędko do swojej izby. Ot! przygodziło się to i Seferowiczowi, bratu Pretora. Chwilami rozmowa przerywała się nie wiadomo dlaczego i nastawało milczenie, a raz w czasie takiej przerwy roztrzepana Basia zawołała na cały stół: - Wiem coś, ale nie powiem! Krzysia spłonęła natychmiast, a potem zaraz zbladła, jakby jakieś groźne niebezpieczeństwo przeleciało koło niej; Ketling schylił także głowę. Byli od nas kupcy z Krymu, mówili, że tam także jedni powiadają: „Jest Tuhaj-bejowicz”, i burzą się; drudzy mówią: „Nie ma”, i onych wstrzymują. satanizm Jadę, bo muszę; nie spytam, bo nie mam o co. Nieraz Krzysia rozmyślając o jego sławie, o jego zacności, o jego męstwie, które go chlubą Rzeczypospolitej, a postrachem jej nieprzyjaciół uczyniło, czuła, że jednak miłuje go wielce, zdało jej się tylko, że ją coś ominęło, że ją spotkała pewna krzywda - trochę przez niego - a raczej przez pośpiech... Tu przerwał pan Muszalski i coś koło oczu palcami przebierać począł. Zdumienie tylko ogarnęło oboje tak wielkie, że poczęli spoglądać to na siebie, to na Krzysię, jak błędni.

Basia zaś umyślnie starała się być dla niego dobrą, łacno bowiem sercem kobiecym odgadła, że jest podejrzliwy, dumny i że upokorzenia, jakie zapewne często z racji swego niepewnego pochodzenia znosić musiał, bolą go mocno. Czyń wreszcie, co chcesz; jedź choćby do Raszkowa, obiecnij trzech znaczniejszych na wymianę, byle Boski koniecznie, jeśli żyw, wrócił. Stał się też wymowny niepomiernie, a że to przy hetmanie będąc żył na wielkim świecie, więc miał co opowiadać. wrzody Stary wojownik utkwił wzrok w płonące kłody i po długim milczeniu tak skończył: - Był Nalewajko i Łoboda, była chmielnicczyzna, a teraz jest Dorosz; ziemia z krwi nie osycha, kłócim się i bijem, a przecie Bóg posiał w serca nasze jakoweś semina miłości, jeno że one jakoby w płonnej glebie leżą i dopiero gdy je łzy a krew podleje, dopiero pod uciskiem i pod kańczugiem pogańskim, dopiero w tatarskiej niewoli niespodziane wydają frukta. Przeważali w nich zawsze tatarscy zbiegowie z ordy dobrudzkiej i białogrodzkiej, dziksi jeszcze i mężniejsi od swych krymskich pobratymców, ale nie brakło też i Wołochów, i kozactwa, i Węgrzynów, i czeladzi polskiej, zbiegłej ze stanic nad brzegiem Dniestru leżących. - Hm! Piękna godność! - Ten był żonaty pierwszy raz z Dorohostaj... Nad ranem sen uleciał od niego zupełnie. - Takie to jak nowo narodzone dziecko, jeno że tym językiem lepiej obraca.

Nie masz innej rady! - Nie może być! Piast! - odpowiedział Zagłoba. Wyjdź choć na dwa dni i pociesz konającego. - E! co tam! Radam, bo nasz! - Ale to sobie zauważ i zakonotuj, hajduczku - rzekł Zagłoba - iż jeśli na polu bitwy trudno o lepszego niż Ketling, tedy dla niewiast jeszcze on bardziej periculosus, które się w nim dla jego urody zapamiętale kochają! Praktyk też to i w amorach znakomity! - Powiedz to waćpan Krzysi, bo mnie amory nie w głowie - rzekła Basia i zwróciwszy się ku Drohojowskiej, poczęła wołać: - Krzysiu! Krzysiu! Chodź jeno na słowo! - Jestem - rzekła panna Drohojowska. Niewiasty w desperacji całkiem utraciwszy nadzieję już mnie i molestować przestały, ale ja, świeżo wróciwszy i widząc ten ich żal nieutulony, przenieść tego na sobie nie mogę, aby przecie jakowegoś ratunku nie przedsięwziąć. Broń ich była rozmaita. Był jednak na tyle sprawiedliwym, że sam całą winę brał na siebie, a na Krzysię jej nie składał. Pierwszy pilnie baczy na swoje kochanie - i to zgasi tak człeka jak świecę, to płytkim sztychem odwali ramię wraz z bronią, to czasem wetknie ostrze między Basię a nieprzyjaciela i wraża szabla wyleci nagle tak w górę, jakby była ptakiem skrzydlatym, Pan Motowidło, żołnierz flegmatyk, pilnował drugiego boku mężnej pani. Przybywał on z tamtej strony Dniestru i miał ze sobą listy od Kryczyńskiego do Mellechowicza.

- Żebyś to spokojnie usiedziała - mówił - nie przeciwiłbym się, ale wnet poczniesz buszować i koniem czwanić, a to powadze pani komendantowej nie przystoi. Jeszcze jej sobie dziewczyna nie zeznała. Teraz pan Sobieski kozactwu i tatarstwu znów te strony wydarł jako psu z gardła... I dalej jechali w milczeniu. Jednak niemało po stepach włóczy się mołojców, którzy tylko własnej korzyści patrzą i dla łupu wszędy iść gotowi. Basia usłyszawszy to zwróciła się do młodego Lipka i wyciągnęła do niego rękę. - Póki tchu w nozdrzech moich, póki ostatnia kropla krwi w piersi - zawołał z siłą głębokiego przekonania Zagłoba - nic z tego! Żyć bym w tak pohańbionym narodzie nie chciał, który by zdrajcę i judasza swego królem w nagrodę kreował! - Głos to nie tylko rozumu, ale i obywatelskiej cnoty! - mruknął znów podkanclerzy. A nikomu przez to nie był tańszym, że nie jako poseł jechał, wiedziano bowiem, że i między arbitrami znajdują się tacy, którzy więcej od samych posłów mogą.

Miałem swoje prywatne racje, o których nie będę wspominał, bo to dawne czasy i rany owe zaschły. Polowali na niego komendanci jak na wilka, zawsze na próżno, aż wreszcie na Michała trafił i przyszła nań czarna godzina. Ot, wiecie, kto powinien jechać? - ja! i pojadę! tak mi dopomóż Bóg! Znajdę go w Częstochowie, to go tu przywiozę; nie znajdę, to choćby na Multany za nim się powlokę i póty go szukać nie przestanę, póki o własnej mocy szczyptę tabaki sobie do nozdrzech podnieść zdołam. Mogę mieć od niego informacje. - Daj Boże waćpanu! - Jak mi Bóg miły! Czuł przy tym mały rycerz, że gdyby powtórnie pocałował ją w rękę, to by mu jeszcze bardziej ulżyło. Raz dano znać do naszej komendy, że hultajstwo pana Rusieckiego w jego fortalicji oblega. Tajemnicę pilnie obserwuj, bo dla Boga, zgubiłbyś ich wszystkich. Wszystkie te kupy pędziły co koń wyskoczy ku wzgórzu.


||||||||||||||||||||||