- Nie ma co mówić! Zmorzyło mnie
- Dla Boga! chyba same amazonki w Latyczowskiem mieszkają - rzekł Zagłoba. Przed oczyma widział twarz Drohojowskiej, jej oczy z długimi rzęsami i usta puszkiem okryte. Musiały być to wszelako wesołe myśli, bo od czasu do czasu uderzał rękoma o kolana i powtarzał: - Hoc! hoc! W miarę jednak jak zbliżali się do Mokotowa, na twarzy pana Zagłoby pojawiła się pewna niespokojność. Dzikie serce Lipkowie wielce go miłują, ale między nami miru nie ma - a czemu? Bo człek ponury, i jak słusznie wasza mość zauważył, wilkiem patrzy. Nagle Mellechowicz, który dotąd siedział spokojnie, ozwał się dziwnym głosem z kąta izby: - Po rybie byś go waszmość nie poznał, bo wielu Tatarów może takowy znak nosić, zwłaszcza z tych, którzy przy brzegach mieszkają. - Nie! Komendy będą dalej stały, w Mohilowie, Jampolu, a ostatnia ma być w Raszkowie - odrzekł mały rycerz.
Dziś nie powiem więcej, bo od żalu zgoła nie mogę. Pan Zagłoba nie ukrywał wprawdzie swych lat, ale nie lubił w ogóle, aby przy nim o starości, jako o towarzyszce niedołęstwa, wspominano; więc choć miał oczy jeszcze czerwone, spojrzał bystro z pewnym niezadowoleniem na Kmicica i odparł: - Mój mospanie! Kiedym siedmdziesiąty siódmy rok począł, ckliwo mi jakoś było na sercu, że to dwie siekiery nad karkiem wisiały; ale gdy mi ośmdziesiąty minął, taki duch we mnie wstąpił, że jeszcze mi żeniaczka po głowie chodziła. - Memento mori! Lecz Zagłoba nie zrażał się łatwo. Przypuszczano, że może do chorągwi stojących w polu za miastem. książki chrześcijańskie Ani chwili nie mogła stawić oporu tej sile, tak nielitościwie nagłej. Widząc zaś, że pani Boska spogląda na nią ze wzrastającym zdumieniem, uderzyła się po szabelce i dodała z wielką chełpliwością: - I ja byłam w bitwie! A jakże! Tak to u nas! Dla Boga, pozwólże mi waćpani odejść, szatki przystojniejsze dla mojej płci wdziać i trochę ręce ze krwi obmyć, bo ż okrutnej bitwy wracamy.
Niektórzy przepowiadali wojnę domową, a wieści te znajdowały wiarę wobec olbrzymich drużyn wojennych, jakimi otaczali się magnaci. Wołodyjowski oczu z niej nie spuszczał, bo nigdy dotąd nie wydawała mu się tak piękną. - Stary, nie młody. A ona na to: - Będzie takich jak waćpan niemało! Słodka to dla żołnierza rzecz pod takim komendantem służyć. Wówczas on schwycił jej ręce i począł całować z wdzięczności i rozrzewnienia. Stanisław Michalkiewicz Jak mi Bóg miły, że gdy się ordyńca gonić w burzanach przygodziło, tom już w pędzie jeszcze o niej myślał.
Pan Snitko opowie ci, jak tu żyjemy. Ale waść mnie krzywo sądzisz... Bóg z nim! Bóg z nim! Żeby choć bernardynem został, ale kamedułą! Nie może z tego nic być, jako żyw tu siedzę! Jutro zaraz do księdza prymasa zastukam, aby mi dał listy do przeora. - Niech skonam, jeślim dzień dodał. Cudze pole Ochota to grunt! i nie masz lepszej na melankolię driakwi. Ale niechże będzie już zgoda między nami.
- Dawny pułkownik dragoński, który tu wszedł niedawno? - Tego bratem Jerzym nazywamy, ale on dotąd ślubów nie wykonał i wykonać ich przed terminem nie może. Od kilku dni była w gorączce, twarz jej zbladła, oczy zapadły, pierś poruszała się krótkim i przerywanym oddechem, stało się z nią coś dziwnego; zapadła jakby w gwałtowną niemoc, i nie przyszło to z wolna, stopniowo, ale od razu; porwało ją to jak wicher, jak burza; rozżarzyło jej krew jak płomień; olśniło jej wyobraźnię jak błyskawica. Ale właśnie im więcej było w niej niewinności, tym więcej widział w niej Azja ponęty, tym więcej żądz wstawało w jego duszy, tym miłość ogarniała go silniej, i upajał się nią jak winem, i zbył wszystkich chęci prócz tej jednej: odebrać ją mężowi, porwać dla siebie, trzymać po wieki przy piersi, usta przycisnąć do jej ust, uczuć jej ręce splecione na swojej szyi - i kochać, i kochać, choćby zapamiętać się, choćby zginąć samemu, choćby zginąć obojgu. ks. Piotr Pawlukiewicz Basia na to: - Ho! ho! nie boję się! Sam mówiłeś, że już szablą robię daleko lepiej od wujcia Makowieckiego; nie da mi żaden rady! - Uważaj, żeby cugle mocno trzymać -wtrącił pan Zagłoba. Już mi i włosy pobielały... Przed oczyma widział twarz Drohojowskiej, jej oczy z długimi rzęsami i usta puszkiem okryte.
- Bóg go, od tego ochroni! - rzekła pani Andrzejowa. potencja turecka osłabiona... Policzki jej płonęły, powieki miała spuszczone, w twarzy pomieszanie, przymus i bojaźń. A panna na to: - Fiu! fiu! - Baśka! - rzekła tonem perswazji pani stolnikowa. - Tak miłować - rzekł - żeby dla siebie wszystkiego chcieć, nie sztuka. Więc znów zapadła cisza chwilowa, ale tym razem przerwała ją Krzysia: - Będę się starała waćpana pocieszać, ile sił starczy.